Reiki - The Healing Touch Reiki - The Healing Touch Reiki - The Healing Touch Reiki - The Healing Touch
Home Reiki FAQ Benefits of Reiki Different Systems Reiki Lineage Reiki Meditations Distant Reiki Terms and Definitions Healing Session Reiki Trainings Workshops Programs Testimonials Newsletters Articles Meditation Healing Arts Favourites About Ula

Odchodze albo Rozmowa z Bogiem

Ula Moleda

 

Odchodze. Pewnie, ze nie chce! Nie jestem gotowy. Ale spójrz na moje cialo! Czy tak wyglada cialo zdrowego czlowieka? Nie potrafie juz dluzej utozsamiac sie z tym workiem, w którym schowana jest moja dusza. Cialo, na które patrzymy to cialo starca, które wyglada jak napompowany balon. Moje cialo nigdy tak nie wygladalo!

Slyszales co mówil wieczorem ten mlody lekarz? Powiedzial zonie, ze moje serce jest tak slabe, iz pracuje w dziesieciu procentach swoich mozliwosci. Nie w stu, nie w osiemdziesieciu, nawet nie w dwudziestu pieciu jak kilka tygodni temu, ale w dziesieciu! Ale co on wie?! Jest w wieku moich synów, a moze nawet mlodszy. Nie przezyl osiemdziesieciu osmiu lat, nie doswiadczyl tego wszystkiego co ja, nie walczyl za wolnosc kraju... Skad moze wiedziec, ze moje serce jest tak slabe?!

Wiesz co jeszcze powiedzial? Wedlug jego diagnozy to nie tylko serce odmawia wspólpracy, ale równiez i pozostale organy odmawiaja posluszeñstwa. Widziales lzy w oczach mojej ukochanej zony? Ukrywala je, ale ja ja dobrze znam! Nie chce jej zostawiac samej. Powiedzialem: „Skarbie, chcesz zaczac wszystko od poczatku?”. Widziales? Pokiwala przytakujaco glowa. Nie mogla wydobyc slowa ze scisnietego gardla. Tak bylo zawsze. Kiedy emocje ja atakuja, slowa nie przechodza jej przez krtañ. I tylko te lzy...

Mnie równiez lzy poplynely po policzku. Nawet nie moglem ich ukryc, tak jak zwykle to robilem. Zdziwiona otarla je trzesacymi sie rekami. Nie moge jej zostawic...ale wiem, ze odchodze.

Od szesciedziesieciu pieciu lat bylismy zawsze razem. Nie rozstawalismy sie nawet na jeden dzieñ! Sam wiesz, ze nie zawsze bylo latwo, ale milosc potrafi przezwyciezyc wszelkie trudnosci... Czy nie tego nas nauczyles?

Wiesz, potrzebuje chyba kolejnej dawki marfiny. Ból staje sie nie do wytrzymania.

Milosc. To byla milosc od pierwszego wejrzenia. Jak dzis pamietam ten dzien... Ty pewnie tez pamietasz ten cieply, jesienny wieczór. Bylem na przepusce z kolegami z marynarki. Nie pamietam który z nich, chyba Gruby Bob, zaproponowal wyjscie na dancing. Nie protestowalismy. W wojsku niewiele mielismy rozrywek. Weszlismy do ciemnego, zadymionego pomieszczenia, w którym kilka par krecilo sie na srodku w takt wolnej muzyki plynacej z glosników. Pamietasz... To bylo w drodze do baru, do którego juz nie doszedlem tamtego wieczoru...

Stala w rogu sali rozgladajac sie bezradnie. Jakas niewidzialna sila popchnela mnie w jej strone. Dzis pewnie nie zrobilym tego, ale wtedy...sam wiesz...mlodzi, butni, swiat do nas nalezal. Patrzac jej prosto w oczy powiedzialem: „Kiedy za dwa lata wyjde z wojska chcialbym, bys zostala moja zona”. I wiesz co?! Ta niebiañska istota usmiechnela sie do mnie, pokiwala glowa i szepnela: „dobrze”.

Tak zaczelo sie moje prawdziwe zycie! Zycie z kobieta, która wkrótce bede musial opuscic... Oboje nie jestesmy przygotowani na to rozstanie. Mówilem ci, ze podczas naszego malzeñstwa nigdy sie nie rozstawalismy? Ciezkie jest to rozstanie, mimo ze oboje wiemy, iz pewnego dnia ponownie sie spotkamy.

Wiesz...nie mialem dzis dobrego dnia. Moje cialo odmawia wspólpracy. Smieje sie i placze, na przemian. Smieje sie, kiedy ona jest ze mna; placze, kiedy pozostaje sam w pustym szpitalnym pokoju.

Tyle wspomnieñ przetacza sie przez glowe, tyle rzeczy, które chcialbym jeszcze zrobic.

Wiesz co mnie boli najbardziej? Przez te wszystkie lata obiecywalem zonie, ze poplyniemy statkiem na Alaske. To miala byc podróz naszego zycia...a moze nasz miesiac miodowy, którego nie mielismy. Alaska byla naszym marzeniem, ale rzeczywistosc koryguje czasem marzenia. Dzieci, dwie prace, budowa domu, choroby...i jeden wielki zal, ze nie dotrzymalem danego jej slowa.

Chcialbym wstac. Nie chce odchodzic! Chcialbym wrócic do domu, nawet jesli mialby to byc tylko jeden dzieñ. Tylko jeden dzieñ...

Powoli zapominam nazwiska osób, które mialy znaczenie w moim zyciu. Widze ich twarze, ale imiona sa jakby za mgla. Ta mgla z dnia na dzieñ staje sie coraz bardziej gestsza.

Wiesz jak bardzo staralem sie byc dobrym czlowiekiem... Nikt z nas nie jest doskonaly, ale dazymy do tego, by postepowac najlepiej jak potrafimy.

Ech, te lzy. Nie moge nawet podniesc reki, by je obetrzec z zasmuconej twarzy.

Widziales te kwiaty stojace na parapecie? To od moich synów. Wychowalem ich na dobrych ludzi. Dobrych, pracowitych i odpowiedzialnych. Maja juz swoje rodziny... Ciekawe czy popelniaja te same bledy, które popelnil ich ojciec czy moze wyciagneli lekcje z ojcowskiej glupoty.

Tak...ze smutkiem musze przyznac, ze nie bylem najlepszym ojcem dla moich chlopaków. Wiem, ze zabralem im najcenniejsze lata dzieciñstwa. Taki byl czas. Kazdy z nas musial ciezko pracowac, by przetrwac...nawet dzieci. Nie spedzalem z nimi wolnego czasu, bo zamiast wspólnych zabaw dostawali liste rzeczy, które nalezalo wykonac w domu. No cóz, mieli ojca, który byl zawsze nieobecny i matke, która zawsze byla chora. To byly ciezkie czasy, ale nie powinny byc wymówka... Moi chlopcy mieli dzieciñstwo bez ojca. Wspomnienia bola...

Ty dobrze wiesz, ze nic nie jest tak wazne jak rodzina. To zdrowa rodzina jest fundamentem dla zdrowej jednostki. To wlasnie rodzina uczy nas cierpliwosci, szacunku i milosci. Nie nadrobi sie straconego czasu, nie odespi sie godzin spedzonych na zamartwianiu sie o dobro ukochanych.

Wiem, ze wkrótce odejde. Tak ciezko jest odchodzic samemu...tak ciezko jest pozostawiac ludzi, których sie kocha.

Wczoraj spiewalismy moje ulubione piesni religijne. Slyszales, prawda? Pamietasz, kiedy spiewalismy je w kosciele? To byly piekne czasy. W moim zyciu duzo bylo takich pieknych chwil, dlatego tak ciezko jest powiedziec: „zegnajcie”.

Ach, ciagle slysze  slowa psalmu dwudziestego trzeciego, który zawsze pomagal mi w przejsciach przez „ciemne doliny” zycia. Byles dla mnie dobrym pasterzem...

Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi lezec na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie moge odpoczac: orzezwia moja dusze. Wiedzie mnie po wlasciwych sciezkach przez wzglad na swoje imie. Chociazbym chodzil ciemna dolina, zla sie nie ulekne, bo Ty jestes ze mna. Twój kij i Twoja laska sa tym, co mnie pociesza. Stól dla mnie zastawiasz wobec mych przeciwników; namaszczasz mi glowe olejkiem; mój kielich jest przeobfity. Tak, dobroc i laska pójda w slad za mna przez wszystkie dni mego zycia i zamieszkam w domu Pañskim po najdluzsze czasy.

Czy to juz czas? Czy przyszedl czas, bym zamieszkal w Twoim domu?

Mój umysl ciagle pracuje, ale moje cialo... Nie wiem co sie z nim dzieje. Cos we mnie umiera, cos niszczeje. Czuje to, ale nie potrafie z tym nic zrobic. Bezsilnosc... Obrzydliwa bezsilnosc.

Kiedys potrafilem znalezc wyjscie z kazdej sytuacji, nawet z tych najtrudniejszych. Bylem bohaterem. Dzis... Spójrz na mnie. Nawet nie potrafie sie zalatwic bez pomocy pielegniarki!

To chyba jest juz mój czas. Nigdy nie myslalem o smierci, ale jesli mam odejsc, to chcialbym zachowac choc ksztyne godnosci. Wiem, wiem, ze to jest przeciwko mej wierze, ale wiesz....czasem gdy tak leze calymi dniami przykuty do lózka grzeszna mysl przenika do mojego umyslu. Nie powinienem Ci o tym mówic, ale Ty i tak o tym wiesz...

Chce poprosic lekarza o podwójna, moze poczwórna nawet, dawke morfiny. Grzeszna mysl, która napawa mnie spokojem. Odsunalbym w dal cierpienie, opuscilbym ten swiat bez bólu. Moze nawet zachowalbym troche ludzkiej godnosci.

Tak, tak... Wiem, ze decyzja odejscia nie nalezy do mnie, ale pomysl... Czy nie byloby to lepsze niz bezsensowna wegetacja z nosem w ekranie telewizora? Powiesz pewnie, ze miliony ludzi tak zyje – rano wstaje do pracy, wieczorem traci czas na ogladanie taniej i oglupiajacej rozrywki. Czy to nie jest bezsensowna wegetacja? Czy nie jest to podwójna dawka morfiny?

Wiesz co powiedzial mi dzis mój starszy syn? „Dziekuje za to, ze byles moim ojcem”, tak powiedzial. Udalem, ze nie rozumiem. Udalem, ze usypiam. Zamknalem oczy w bólu. To nie byl ból ciala, ale ból duszy, która wie, ze nie spelnilem roli, która wzialem na siebie.

Czas juz odejsc. Czas, by sie pozegnac. Zadne slowa nie oddadza wdziecznosci, która dzis odczuwam. Zadne slowa nie potrafia wyrazic uczuc, które czuje dla mojej rodziny. Powtarzam wiec tylko: „kocham was, kocham was, kocham was”, bo nic wiecej nie przychodzi mi do glowy.

Ech, ten ból. Co sie dzieje z moim cialem? Cale zycie bylem dumny z moich fizycznych osiagniec, a dzis? Kto by pomyslal, ze tak wlasnie skoñcze... Ja, który bylem najlepszym plywakiem w miasteczku... Ja, który dostawalem sportowe medale... Ja, który bylem na pierwszym miejscu w zawodach w marynarce... Dzis nawet noga nie moge poruszyc bez pomocy pielegniarki!

Pamietasz mój rodzinny dom nad rzeka? W ogrodzie mielismy ogromne drzewo, na które wspinalismy sie w dzieciñstwie, i z którego skakalismy do rzeki. Do dzis pamietam to przeszywajace zimno, które pobudzalo do zycia kazda komórke ciala. Bystry prad rzeki zanosil nas w strone mostu, na który wspinalismy sie i ponownie wykonywalismy skoki w wartki nurt wody. Niebezpieczna zabawa, ale ile radosci!

Wiesz, martwie sie o zone. Czy da sobie rade kiedy mnie juz przy niej nie bedzie? Miala siedemnascie lat, kiedy sie poznalismy... Byla taka mlodziutka, taka naiwna. Musialem sie nia zaopiekowac. Ale kto sie nia zaopiekuje kiedy odejde? Wiem, ze zawsze moge na Ciebie liczyc. Wiem, ze Tobie moge zaufac. Nie powinienem sie martwic, a jednak... Moje serce placze, kiedy patrze w jej oczy. Potrafie z nich wyczytac wszystko. Tyle lat razem...

Dzis trzymala mnie tak mocno za reke, ze az zaciskalem zeby z bólu, ale nic nie powiedzialem. Czulem strach i niepewnosc w tym uscisku. Milosc, kiedy calowala moje czolo i czulosc, gdy gladzila moje biale, rozczochrane wlosy.  

Ponad szescdziesiat lat wspólnego zycia. Nie zawsze bylo latwo, ale przeszlismy kazdy test razem. Nawet ten najtrudniejszy... Pamietasz, prawda? Chlopcy byli mali, ja pracowalem na dwie zmiany, moja zona musiala pozostac w szpitalu. Nie mielismy zadnych oszczednosci. Postanowilismy wynajac pokój, by miec za co oplacic jej pobyt w czasie ciezkiej choroby. Kiedy wyszla ze szpitala nasz lokator postanowil sie nia zaopiekowac. Sam wiesz, ze to nie byla jej wina. Mnie nie bylo w domu, a ona potrzebowala mezczyzny.

Ech, znów te lzy! Gdzie jest pielegniarka? Potrzebuje sie zalatwic! Nie zostawiajcie mnie tu samego! Nie odchodzcie!

Wiesz, ze to dzieki Tobie moglismy znów byc razem? Dzieki Tobie.

Tak bardzo chcialbym dostac w prezencie jeszcze kilka lat zycia. Kilka lat z moja ukochana. Tyle niespelnionych marzeñ, tyle samo niespelnionych obietnic.

Tak ciezko odchodzic... Mysle, ze to ciezar zalu powoduje, ze walcze o kazdy dzieñ... Choc jeden dzieñ dluzej. Mówilem ci juz, ze sa rzeczy, które zaluje, a które zmienilbym, gdybym dostal kolejna szanse. Bardzo zaluje, ze nie mówilem codziennie zonie i synom, ze ich kocham... Tak wiem...czyny sa wiecej warte niz slowa, ale dzis wiem, ze slowa maja ogromna wartosc...moga zabijac, moga tez uzdrawiac.

Powiedz, jak przezyc zycie, by go nie zalowac?

Wiesz, ze zylem wedlug przykazañ, które nam przekazales... Staralem sie, och jak bardzo sie w zyciu staralem, ale czy zawsze mi sie udawalo? Obawiam sie, ze nie...

Wiesz co pomagalo mi byc dobrym czlowiekiem? Moja mama powiedziala mi dawno temu: „dziecko”... Oczywiscie, nie bylem juz dzieckiem! Mialem swoja rodzine, ale dla niej na zawsze pozostalem malym chlopcem, który kapal sie w rzece... Powiedziala: „dziecko, jesli nie mozesz z kims wytrzymac, to pomysl, ze on jutro umrze. Wyzwoli to w tobie empatie i cierpliwosc. Jesli nie mozesz wytrzymac sam ze soba, to pomysl, ze to ty jutro umrzesz. Twój obecny swiat zmieni sie nie do poznania. Teraz juz wiesz, jak przetrwalam te wszystkie lata z twoim ojcem?”. Mama...alez to byla kobieta! Do koñca zycia humor jej nie opuszczal.

Dzis nie musze juz sobie niczego wyobrazac... Dzis wiem, ze jutro mnie juz tu nie bedzie...

Ciekawe czy sa ludzie, którzy odchodza bez zalu... Nie wiem. Wiem jedno - ja do nich nie naleze.

Wiesz o czym dzis myslalem? Kazda, nawet najmniejsza decyzja wprowadza w zycie kolo konsekwencji, które wczesniej czy pózniej doswiadczamy na wlasnej skórze. Gdybym wiedzial o tym wczesniej, pewnie moje zycie wygladaloby inaczej. Nie wiem jak, ale inaczej. Moze byloby weselsze... Moze byloby w nim wiecej „zycia”... Moze wypelnilbym je ludzmi, rodzina, przyjaciólmi... Wiem, ze jest juz za pózno, ale pozwól mi pomarzyc... Tak niewiele mi juz pozostalo.

Gdybym mógl powtórzyc swoje zycie... Nie zepchnalbym mlodszej siostry z drzewa, która do koñca swoich dni narzekala na ból w nodze, która wtedy zlamala. Nie pozwolilbym mojej zonie wracac ze szpitala samotnie. Pamietasz tamta noc? Napadli ja dranie. Zabrali nie tylko futro, ale i zaufanie do ludzi. Spedzalbym wiecej czasu na zabawach z chlopcami. Ach, i Alaska! Wakacje na Alasce...

Nie wytrzymuje juz tego bólu! Moje serce nie daje rady juz dluzej pracowac. Czy nie byloby latwiej odlaczyc mnie od tych wszystkich maszyn, które trzymaja mnie przy zyciu? Czy taka wegetacje mozna nazwac zyciem?! Umarlem juz dawno, to maszyny zyja we mnie. Mnie juz nie ma...

Zal niespelnionych marzeñ i ból niespelnionych obietnic nie pomagaja mi w odejsciu. Przytrzymuja ciezka nadzieja, jakby kilka wiecej dni zycia moglo odmienic cale lata. Ale to kolejna iluzja. Jedna z wielu, którymi karmimy sie podczas zycia, bojac sie utracic obraz, który chcemy stworzyc.   

Naciskam ten okropny dzwonek od kilku minut, ale nikt nie chce do mnie nawet zajrzec. Slyszalem rozmowe pielegniarek dzis rano... Myslaly, ze spie. One tez chca bym juz odszedl... Ale czy to moja wina, ze ciagle potrzebuje ich pomocy? Czy to moja wina, ze frustracja z niemocy, która czuje przerasta mnie i wybucham zloscia jak nigdy wczesniej? Czy to moja wina, ze leze tu jak mumia, nie mogac poruszyc ani reka, ani noga?

Moze czas juz odejsc. Nie chce, pewnie, ze nie chce! Ale nie chce byc ciezarem dla otoczenia. Skoñczyly sie czasy mojej niezaleznosci. Jestem jak dziecko, które oczekuje pomocy od innych i czeka na ich decyzje. Okropne uczucie! Chce decydowac sam za siebie! Chce miec wladze nad wlasnym zyciem! Chce odzyskac kontrole! Nie zabierajcie mi mojej godnosci!

Dlaczego nikt mnie nie slyszy? Dlaczego nikt nie reaguje? Chodza kolo mnie, usmiechaja sie, cos mówia...a ja nic z tego nie rozumiem!

Zmeczony dzis jestem. Zmeczony nadaremna walka. Walka o co? W marynarce walczylismy o utrzymanie na swiecie pokoju... Dzis próbuje walczyc o zachowanie wlasnej godnosci.

Nie jestem gotowy, by odejsc, ale równiez nie jestem gotowy na wegetacje, na zycie pozbawione jakosci. Chce odzyskac wolnosc podjecia ostatecznej decyzji. Chce miec prawo do ostatecznej wolnosci!

Wiem, ze nie zaaprobujesz tego, co zrobilem. Wiem, ze myslisz iz ta ostateczna decyzja nalezy do Ciebie. Wiem... Ale to ja zyje w bólu kazdego dnia! To ja od kilku tygodni leze na tym szpitalnym lózku nie mogac sie poruszyc bez pomocy zyczliwych ludzi! To moje organy odmawiaja wspólpracy i to moje cialo powoli staje sie martwe!

Wybacz, ale nie chce na to juz dluzej patrzec. Wybacz, ale nie chce byc swiadkiem wlasnego powolnego umierania.

Dzis poprosilem lekarza o taka dawke morfiny, po której nie móglbym otworzyc juz oczu. Nie zgodzil sie, ale widzial i rozumial mój ból. Moje oczy powiedzialy mu wiecej, niz moje blagalne prosby. Bez slowa uscisnal mi reke, bez slowa zwiekszyl dzisiejsza dawke.

Ten okropny ból! Ciekawy jestem co myslisz kiedy patrzysz na moje umierajace cialo. Ty nie znasz tego uczucia, nigdy go nie poznasz... Moze dlatego jest grzechem prosic o wlasna smierc? Moze gdybys poznal ból i cierpienie czlowieka na progu zycia i smierci dalbys mu przyzwolenie na podjecie decyzji odejscia lub pozostania, spokoju lub walki.

Wiem, ze podejmujac taka decyzje odejde w grzechu. Musisz mi wybaczyc! Musisz wybaczyc bezsilnosc czlowieka, który nie mial juz mocy i woli na walke o zycie pozbawione jakosci. Musisz mi wybaczyc ten krzyk rozpaczy, moja walke o odejscie z godnoscia. Moze pewnego dnia ten akt odwagi nie bedzie niczym grzesznym? Moze pewnego dnia damy sobie przyzwolenie na decydowanie o swoim losie?

Dzis pozegnalem sie z rodzina. Nie powiedzialem im jednak o mojej decyzji. Nie jestem pewien czy potrafiliby zrozumiec. Moze gdyby mysleli wylacznie o mnie i moim bólu pozostawiajac to co czuja za progiem szpitala... Moze wtedy byloby im latwiej zrozumiec decyzje czlowieka, który juz nie ma nadziei na dobre zycie, i który nie chce stac sie pozbawiana swiadomosci roslina.

Powiedzialem: „kocham was i zawsze bede was kochal” i dodalem cicho: „przepraszam”. Gorzkie lzy utkwily mi w gardle, zabraklo tlenu, emocje siegnely zenitu... Zamknalem wiec oczy nie chcac patrzec na lzy splywajace po ich bladych policzkach. Chcialbym zapamietac ich usmiechy, radosne oczy, pelne humoru slowa.

Odchodze. Powoli przychodzi czas, w którym musze sie pozegnac – nie tylko z rodzina, ale z cala planeta ziemia, ze wszechswiatem, z zyciem...i ze soba.

Ech, zal odchodzic. Jest mi zal, ze nie zobacze juz wiecej radosnego slonca; nie uslysze juz wiecej kropel deszczu grajacych na moim parapecie; nie dotkne juz wiecej puchowego sniegu; nie poczuje goracego pocalunku ust mojej zony; nie bede czescia zycia moich dzieci i wnuków. Jak bardzo jest mi zal...

Odchodze. Wiem, co pozostawiam za soba, nie wiem dokad zmierzam. Wiem, w jakich miejscach bylem, nie wiem do jakiego miejsca sie udaje. Wiem, co jest poza mna, nie wiem, co jest przede mna.

Ufam, ze mi pomozesz. Ufam, ze podasz mi reke. Ufam, ze mnie nie opuscisz. Nie osadzaj mnie zbyt srogo. Pamietaj o tym, ze sie staralem. Moja intencja zawsze bylo bycie jak najlepszym czlowiekiem. Moze nie zawsze potrafilem... Moze nie zawsze mozna bylo dostrzec rezultaty moich starañ... Nasze zycie jest ciaglym testem.

Boli. Znów ten okropny ból! Jestem juz gotów, by pozegnac sie z tym bolacym cialem, które sluzylo mi przez ponad osiemdziesiat lat. Juz czas. Odchodze powoli.

Wiesz co mnie kurczowo trzyma przy zyciu? Strach! Tak... Boje sie ostatecznego skoku. Boje sie nieznanego, które czyha za progiem zycia. Boje sie tej nicosci, która tam na mnie czeka. Strach w obliczu smierci... Jest jeszcze inny strach, który paralizuje mój umysl. Strach, ze nie spelnilem misji, która mi powierzyles. Jakie bylo moje przeznaczenie? Do czego bylem powolany? Jaki byl sens mojego istnienia? Bladzilem w zyciu jak slepy niewolnik, nie znajacy ani drogi, ani celu.

Och, jak mocno dzis sciskalem dloñ zony i synów. Tak mocno, ze az ból widoczny byl na ich twarzach. Nie chcialem ich puszczac majac nadzieje, ze ten uscisk pomoze mi w odejsciu na druga strone. Stalem jedna noga na progu... A jednak strach byl wiekszy! Czulem jak zawracam, czulem jak swiadomosc powraca do mojego ciala.

Dlaczego nie mamy daru poznania tego, co czeka nas za progiem zycia? Czy jest zycie po zyciu?

Jestem zmeczony. Och, jak bardzo jestem zmeczony. Nie tylko dzisiejszym dniem, ale calym zyciem.

Moze juz czas, by odejsc... Juz sam nie wiem co jest gorsze – samo odejscie czy oczekiwanie na nie. Moze to oczekiwanie tak bardzo mnie meczy? A moze strach przed nieznanym?

Ból, ogromny ból! Ten ból tez mnie meczy. Tak bardzo chcialbym, by moja rodzina zapamietala mnie usmiechnietego i radosnego, ale momentami, zupelnie bez mojej woli, widoczny grymas bólu przeszywa moja twarz, wykrzywiajac ja w przedziwny sposób. Moja zona widzac to ucieka wzrokiem w strone okna i komentuje pogode.

Odchodze. Czy pozwola mi odejsc z godnosci¹? Czy bede musial tu lezec az do momentu, kiedy stane sie nieswiadoma siebie i innych wegetujaca roslina?

Gdzie jest lekarz? Potrzebuje morfiny. Ten ból...ten ból jest nie do zniesienia! Poddaje sie jakiejs dziwnej fluktuacji nastrojów – od niepewnosci, bólu, rozpaczy i bezsilnosci do ogromnej radosci z kazdej chwili spedzonej z rodzina. 

Wiesz, o czym teraz marze? Marze o wielu rzeczach, ale jedna z nich jest marzenie o dniu, w którym kazdy z nas bedzie mógl zdecydowac o wlasnym odejsciu. Marze o dniu, w którym kazdy z nas bedzie mógl zdecydowac o odejsciu z godnoscia. Mówimy o swiadomym zyciu... Marze o dniu, w którym bedziemy rozmawiac rowniez o swiadomej smierci.

Widzialem dzis swiatlo Bram Niebiañskich. Odchodze. Wiem, ze na mnie juz tam czekasz.

 

 

Czerwiec 2014

Jest to krótkie opowiadanie, które napisalam podczas dlugich godzin spedzonych przy lózku czlowieka o wielkim sercu, który powoli opuszczal zycie, które znal, nie zdajac sobie sprawy, ze jest inspiracja nie tylko dla mojej fantazji, ale równiez, a moze przede wszystkim, mojego serca. Wszystkie opinie tu wyrazone naleza do mnie.

 

Ula Moleda

Autorka powiesci „W Poszukiwaniu Siebie – opowiesc o odkrywaniu siebie, milosci i szczescia” oraz strony www.reiki-healing-touch.com

Wkrótce równiez ukaza sie jej autorstwa: powiesc „Siedem sciezek do Shangrila” oraz opowiadania: „Samotnosc pod Czerwonym Dachem”,  „Tao Szczescia” i Opowiedzial mi syn"